RSS
środa, 09 listopada 2011

Aby przygotować dzieciom rano mleczko potrzebowałam:kombinerki,nóż najostrzejszy,nóż z ząbkami,ściereczki,piłkę do gałęzi.Nic nie było w stanie pomóc w odkręceniu korka.Odcięłam więc piłką szyjkę wraz z korkiem.Ile wyzwisk i mało pobożnych życzeń wysłałam pod adresem producenta można się domyśleć.

Wczoraj P. znów straszył mnie wszelkimi możliwymi konsekwencjami jakie poniosę w związku z naszym rozstaniem.Ściskałam w dłoni telefon i bałam się,takim paskudnym strachem,który oblewa człowieka zimnym śmierdzącym potem.Słucham jak bulgocze i pieni się ze złości,i nie miałam siły się rozłączyć.Dziś jest lepiej,ale gdzieś w zakamarkach duszy chichocze jakiś chochlik złośliwym podłym śmiechem,abym nie zapomniała,że występy P. trwają.

 

05:31, listydop
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 listopada 2011

Czuję się dobrze,wspaniale,cudownie.Dobrze dobrane leki to podstawa.A jak nie chodzę zapłakana to wszystko inne też się układa jak trzeba.Wywaliłam rzeczy P. ze stryszku na śmietnik,wszystkie,łącznie z jego ulubionymi drobiazgami(chyba nie były takie ulubione jak twierdził skoro nigdy ich nie zabierał ze sobą). Stworzyłam dom od nowa,zmieniłam przeznaczenie pokoi,wyrzuciłam niektóre meble(nie wiem po co w ogóle tyle stały,bo pasowały jak pięść do nosa a tylko zajmowały miejsce).

Zauważyłam,że zmiany idą falami,bo jak tylko sąsiedzi zobaczyli moje wyczyny,zaraz poszło lawinowo i cała uliczka zastawiona była workami i różnymi meblami.Od razu doszło do wymiany sąsiedzkiej,pogaduszek,zaprosin na pogaduszki,i zrobiło się strasznie fajnie.Nagle wszyscy doszli do wniosku,że należy sobie pomagać,panowie powynosili swoje nieodłączne piwa,ponaglali żony do pracy,i stojąc grupkami dawali kobietom dobra rady,jak coś dźwignąć,przesunąć itp. W życiu byśmy nie dały rady nic zrobić,gdyby nie te nieocenione porady:D:D:D

Sąsiadki pytały mnie,kiedy P. wraca,i na wieść,że nie wraca już nigdy do mnie pokiwały tylko głowami,okazuje się,że ludzie widzą dużo,i wyczyny pana męża są znane doskonale.Nawet się z nimi nie krył.Nawet do sąsiada się chwalił,a o mnie powiedział,że mam dobrze dopasowane chomąto i krótkie lejce,doskonale chodzę przy dyszlu i mam klapki na oczach.Prymitywny cham.Szkoda,że nikt mi nic nie powiedział,bo może te klapki by mi spadły wcześniej.Nie przewidział tego,że klacz się zbuntuje i przywali kopytkiem w nos.Wszyscy,cała nasza uliczka,kobiety i mężczyźni kazali się wpisać na listę świadków i na sprawie rozwodowej chcą zeznawać,powiedzieć o tym,jakim to wspaniałym mężem był P,i co robił kiedy raz na rok pojawił się w domu.

 

07:22, listydop
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 03 października 2011

Jest źle.Dziś jest nawet bardzo źle.Siedzę bezmyślnie wpatrując się w wirującą pralkę.Piorę brudy.Szkoda,że nie można tak wyprać swojego mózgu,oczyścić z wszystkich brudów,złych doświadczeń i smutku.Odwirować z rozpaczy i wyjść na słońce ze spokojem i radością.Depresja jest najgorszą karą za popełnione błędy,za miłości,za poświęcenia i oddanie.To jakieś zawieszenie,na podobieństwo muchy oplątanej pajęczyną,która wszystko widzi,słyszy,ale nie poleci,może czekać tylko na nadejście złego,z biciem serca,z lękiem i smutkiem za utraconym życiem.I nie wie,czy śmierć nadejdzie za minutę czy za rok.Taki odroczony chwilowo wyrok.

Mam ogromny kłopot z najstarszym dzieckiem,krnąbrnym,pyskatym,niechętnym do nauki.Kłamie,kręci,kombinuje.Podobno,według wychowawcy klasy,i tak nie jest najgorzej.Współczuję rodzicom,których dzieci zachowują się gorzej,o ile to możliwe,bo według mojej skali to chyba gorzej być nie może.Jednak na zebraniu w szkole jedna z matek krzykliwie chwaliła się osiągnięciami chuligańskimi syna,a kilku rodziców dobrodusznie się śmiało,więc może moja skala jest bardzo zawyżona?Może pyskowanie i brak szacunku dla starszych,dla nauczycieli i matki jest jakąś normą teraz,a ja robię problem z niczego?Jak to teraz jest?

09:36, listydop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 września 2011

Dzień na wariackich papierach.Pobudka,szykowanie do przedszkola,do szkoły.Rozpoczęcie roku szkolnego w różnych godzinach,muszę więc odprowadzać dzieci na trzy razy.Pierwszy maluch,przy akompaniamencie pochlipywania,smarkania i całej gamy innych dźwięków oznaczających smutek ,wyruszył w drogę.Po południu akompaniament taki sam-nie chce wracać do domu,jednak było fajnie.Starsze dzieci bez większych emocji rozpoczęły szkolny rok,teraz trwa pakowanie plecaków,naklejanie naklejek na zeszyty,uzupełnianie planów lekcji.Mam nadzieję,że ten zapał do nauki potrwa nieco dłużej niż w zeszłym roku...

A jutro zostaję w domu sama,i mam zamiar nadrobić domowe zaległości,czyli taki zwykły gospodarczy dzień.I wybiorę się na kiermasz książek,bo wszystko co jest w domu już przeczytałam.

19:04, listydop
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 sierpnia 2011

Dawno nie pisałam,a to dlatego,że byłam w szpitalu.W szpitalu zrobili mi różne badania,obejrzeli wzdłuż i wszerz na rozmaitych urządzeniach wykrywających choroby,i po wielu dniach nudzenia się na szpitalnym łóżku wypisali mnie do domu.Teraz muszę czekać,aż zoperują chorych,którzy czekają w długiej kolejce,i dopiero zaproszą mnie ponownie do szpitala.

Teraz wzięłam się za porządkowanie mojego ogrodu,bo podczas mojej nieobecności chwaściska rozpanoszyły się niesamowicie.Trochę też jest roboty domowej,jak to zwykle bywa po dłuższej nieobecności.

tak więc biorę się za robotę a pobycie w szpitalu napiszę wieczorem.

Miłego dnia!

09:32, listydop
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 lipca 2011

Niedziela muzycznie,lirycznie,spokojnie.Zrobiłam porządki w ogrodzie,nowe ścieżki,teraz jest dostęp do każdego kwiata i krzewu.Kupiłam nowe rośliny,chociaż to nie czas na sadzenie,ale wszystkie się przyjęły i nawet zaczynają kwitnąć.Możliwe,że pogoda jest sprzyjająca,dużo pada a nie jest ani zimno,ani gorąco.Teraz ogród tonie w kwiatach.Rano kryształki rosy błyszczą na liściach,kora pachnie orzeźwiająco,ptaki buszują między roślinami.Mokra trawa skrzypi pod stopami.Chodzę boso po rosie.Wszystko jest w porządku,a życie...życie to nic takiego...

13:59, listydop
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lipca 2011

Spakowałam ubrania P. i wyniosłam na strych.W kieszeni marynarki było pudełeczko po pierścionku,oraz rachunek na 1799 zł. P.zapomniał wyrzucić widocznie.Siedziałam długo ściskając w dłoni pudełeczko,aż do bólu,i czułam jak w piersiach rozrasta się coś duszącego,coś co mdli i przesuwa się do góry.Nigdy nie dostałam tego pierścionka.Nie wiem,czy jestem ciekawa czyj paluszek zdobi to cudo,ale chętnie zobaczyłabym ten paluszek razem z pierścioneczkiem leżący na pieńku w drewutni.

21:36, listydop
Link Komentarze (1) »

Trzeba się pogodzić z tym,że jak się jest chorym,to rządzi choroba.I układać wszystko tak,by innym nie psuć wyjazdu.Wystarczy,że mnie męczy ta depresja,wszystkich wokół nie musi.Tym razem się nie udało,nie mogłam znieść widoku tatusiów obejmujących żony,noszących dzieci,i opowiadań o codziennym życiu rodzin.Zepsułam wczasy mimo ukrywania twarzy zapłakanej za najciemniejszymi okularami,mimo przyklejonego głupiego uśmiechu klauna.Przykro mi.

Teraz już w domowym zaciszu,wśród ulubionych kwiatów i mebli,zaszyłam się w ciszy i rozmyślaniach.Nie może tak być.Jak moje życie tak ma wyglądać to ja tak nie chcę.

Boże,który jesteś w każdym liściu,i w każdej deszczu kropli

pozwól mi żyć spokojnie

bez drżenia i łez

pozwól mi Boże kochać moje dzieci tak,by wiedziały jak kochać i jak żyć

ześlij zapomnienie

10:27, listydop
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 czerwca 2011

Niebo rozpłakane kroplami deszczu.Srebrne lustra kałuż,mokre nogi,mokre włosy,rosa na twarzy.Nie wzięłam parasola.Nie przeszkadza mi deszcz.Ścięłam peonie i ułożyłam w glinianej miseczce.Delikatne płateczki mają,z diamencikami wody.Senny,smutny,szary dzień...

Wczoraj wzięłam dyżur domowy za nieobecną opiekunkę,i przeżyłam szok.Chory człowiek czeka na śmierć w brudnym domu.Brud to jest delikatne określenie.Pozalewana podłoga,do której przyklejają się buty,puste opakowania po jedzeniu wychodzą już z kuchni.Na kuchennym blacie jadłospis z poprzednich kilku miesięcy.Przyklejone,spleśniałe,ususzone resztki jedzenia.Smród.W łóżku staruszek,na zasikanej pościeli.Przez kilka godzin sprzątałam,myłam,prześcielałam łóżko,i ogarniała mnie straszna złość.Jak można tak zaniedbać chorego?Dlaczego ostatnie swoje dni spędza gnijąc w brudnym łózku?Dlaczego nie można sprzątnąć,przebrać,pomóc się umyć,zaparzyć herbatki,podlać roślin?W imię tego,że pensja jest nieduża,nie wypełnia się obowiązków,skazuje chorego na upokorzenie i cierpienie,odbiera mu resztkę godności i pozbawia prawa do spokojnego pożegnania się z życiem.Ech..

09:54, listydop
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 czerwca 2011

Dziś rano,a właściwie bladym świtem obudziło mnie trzepotanie skrzydeł.Do domu wszedł wróbel,wpadł w panikę i nie mógł się wydostać na zewnątrz.Panika była w pełni uzasadniona,bo Kot Dziadka próbował wróbla upolować,szalał,zrobił bałagan,potłukł doniczki,aż zapędził wróbla za szafę.Próbowałam wróbelka wydostać,ale siedział dysząc otwartym dziobkiem,i zdecydowałam poczekać jak się uspokoi.Kot dostał eksmisję z pokoju,ale wróbel nie chce wyjść zza szafy,mimo tego,że ma ciszę i otwarte okno.Szafy odsunąć nie mogę ,bo waży chyba tonę,a ptaszek nie reaguje na żadne łapówki,nie chce wyjść ani do ziarna,ani do wody,siedzi uparcie skulony.

Tak bardzo tęsknię za P. Wiem,że to głupie,że nie warto,ale nie mogę się pozbyć tego uczucia.Żeby tak na chwilę,na małą chwilę móc położyć głowę w tym miejscu,gdzie słychać bicie serca,na chwilkę poczuć jego palce we włosach. P.jest jedyną miłością mojego życia.Żyję trochę tak,jakbym na wszytko z boku patrzyła,na lato w pełni,na peonie o bladoróżowych płatkach,na rozety dalii,na rozrzucone w ogrodzie dziecięce zabawki.Bezczynnie leżę w pracowni,patrząc na wirujące w smudze światła drobinki kurzu.Nie mogę nic robić,amputowało mi talent.

09:23, listydop
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7